Geoblog.pl    geminus    Podróże     Zachodnie Karaiby    Deszczowe Roatan
Zwiń mapę
2012
05
mar

Deszczowe Roatan

 
Honduras
Honduras, Roatán
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 17413 km
 
Morze sie troche rozkolysalo. Co bardziej wrazliwi zalegli w kabinach. Ja lubie jak kolysze wiec mnie nie rusza. Pozostali z naszej grupy rowniez podchodza do sprawy rozrywkowo. Po sniadaniu wychodzimy na poklad zobaczyc jak bedziemy dobijac do brzegu. Statek nasz czekal jakis czas na pilota po czym powoli doplynal do nadbrzeza.Obok ladnego terminala byla plaza z knajpkami do ktorej mozna bylo dojechac wyciagiem krzeselkowym takim jak w osrodkach narciarskich. Przejazd w dwie strony kosztowal 15$. Bylo pochmurnie ale bardzo cieplo. Na wyspe Roatan jezdzi sie przewaznie na nurkowania i snorkowania. Na statku byla mozliwosc wykupienia wycieczki na snorkowanie ale cena powalala na kolana. Za 3 godzinna wycieczke z czego 2 godziny to byl dojazd trzeba bylo zaplacic 144 $ os osoby. Rezygnujemy i postanawiamy zrobic objazd wyspy i kapiel w morzu . Dogadujemy sie z kierowca na 20 $ za caly dzien wozenia. W program wlozylismy odwiedziny ogrodu botanicznego usytuowanego w dzunglii. Za usluge placimy w kasie terminala wiec jestesmy spokojni o bezpieczenstwo. Do naszego busa wsiada pani ktora mowi ze bedzie nasza opiekunka. Oczywiscie pierwszym punktem programu wedlug tej pani bylo centrum handlowe hdzie ceny byly przeniesione prosto z Miami . Mowie pani ze my tu nie mamy czego szukac i jak chce nam dogodzic to niech nas zawiezie do supermarketu gdtzie kupuja miejscowi. Pani wyraznie niezadowolona spelnia nasza prosbe i po chwili robimy bardzo udane zakupy w supermrkecie. Sztanga papierosow Marlboro smakowo lepszych jak u nas kosztuje tu 19$. Piwo po 1 $ za butelke a ekstrakt waniliowy 3 $ za duza butelke. Poniewaz mielismy ograniczenia bagazowe kupujemy jeszcze jakies drobiazgi nie szalejac wagowo.
Nastepnie dojezdzamy do Ogrodu Botanicznego i zaczyna siapic deszczyk. Brodzac w blocie docieramy do kasy ktora jest w sklepiku z pamiatkami. Teran jest niezle zadbany. Porobione sciezki i co chwile wiaty ze stolami biesiadnymi zeby sie mozna bylo schronic w razie deszczu. Jest tu pieknie i bardzo zielono. Slychac sporo ptakow ale skutecznie chowaja sie w koronach drzew i trudno je sfotografowac. Po kilkudziesieciu metrach zaczyna sie wawoz i mozna isc gora albo dolem. My wspinamy sie do gory ale po ok. 200 metrach rezygnujemy w obawie ze jak sie rozpada to mozemy miec trudnosc wrocic po stromych sciezkach. Robimy foty zachwycajac sie przyroda . Jest tu tak pieknie ze az sie nie chce wracac. Na stolach pod wiatami przygotowane dla zwiedzajacych pokrojone ananasy.i woda. Spedzamy to godzine z kawalkiem i jedziemy dalej. przez West End do Sandy Bay i po zrobieniu okreznej rundki dojezdzamy do Coxen Hole.ktore jest bodajze stolica wyspy. Jest tu lotnisko i sporo nowoczesnych budowli. W starej czesci miasteczka bieda az piszczy. Podjezdzamy pod poczte zeby kupic znaczki na widokowki. Pan urzednik wydaje akurat list polecony miejscowemu. Spisuje w rozne zeszyty dane tego pana i chyba calej jego rodziny do piatego pokolenia bo czynnosc ta trwa strasznie dlugo. Maniana. Naokolo walace sie rudery i miejscowi ciekawie sie przygladajacy . Innych europejczykow tu nie widac. Naokolo sami mocno opeleni. Jedziemy dalej dobra droga a samozwancza przewodniczka opowiada nam o wyspie. Mowi ze mieszka tu ok. 80 tys. ludzi i ze kazdy mlody marzy o wyjezdzie do USA. Miedzy miejscowosciami kursuja busy. Nie wiem po ile kasuja za przejazd bo nie jechalem ale widzialem ludzi stojacych przy drodze w oczekiwaniu na busa.
W ololicach Sandy Bay ladne plaze ale popadywalo wiec postanowilismy wracac na terminal. Przed wjazdem na teren terminala stalo kilkadziesiat samochodow roznych marek i wielkosci w oczekiwaniu na chetnych.
Gdybysmy wiedzieli to bysmy tu przyszli bo ceny pewnie bylyby duzo normalniejsze.
Na terminalu siadam i pisze kartki ale nigdzie nie ma skrzynki pocztowej. Widze sporo ludzi rezygnujacych z kupna kartek gdy dowiaduja sie ze nie ma znaczkow. Idziemy na plaze rezygnujac z przejazdzki wyciagiem krzeselkowym. Plaza nazywa sie Mahagony Beach. Jest pieknie zadbana i chyba przygotowana dla pasazerow statkow wycieczkowych bo brak tu miejscowych. Na niebie kraza dwa wielkie orly i przestalo padac. Korzystamy z okazji i idziemy sie kapac. Woda wspaniala ale zmacona fala. Od glebokosci 1.5 metra zaczyna sie trawa.Kilka osob snorkuje ale my nie mamy sprzetu wiec tylko plywamy.
Po godzinie zaczyna kropic. Wiekszosc ludzi zmywa sie na statki ale my zostajemy. Mamy jeszcze sporo czasu wiec korzystamy z cieplego morza. Po jakims czasie zaczyna padac coraz mocniej wiec i my sie zbieramy. Po chwili jest juz ulewa tropikalna na calego. Chowamy sie w knajpce zeby przeczekac. W knajpce jest wesolo. Pan didzej puszcza fajna muzyczke wiec zaczynamy tance. Pan didzej wyglada jak brat blizniak Stanislawa Tyma. Jest lysy i bardzo smieszny. Podoba mu sie ze ktos docenia jego prace. Wypijamy tu piwko a deszcz leje jakby sie chmura oberwala. Wyczekujemy moment jak przestalo na chwile padac u wyrywamy na statek. W duty free pytam pania czy nie pusci mi kartek po pracy bo tu nie ma skrzyki. Pani mowi ze i owszem ale zyczy sobie po 2 $ za kartke. Mowie jej ze znaczki sa naklejone i wystarczy tylko wrzucic do skrzynki . Pani z usmiechem oznajmia mi ze tyle sie nalezy za usluge. Dziekuje jej ozieble i pytam jakby sie czula jakbym na pustyni za lyk wody zechcial od niej 2 $ ? Pani wzruszyla ramionami i wrocila do swojej pracy. Wchodzimy na statek a ja w recepcji pytam czy bylyby mozliwosc wyslania kartek ze statku. Pani wysyla mnie do sklepiku foto gdzie bez problemu pan przyjmuje kartki mowiac ze pusci je agent linii Costa. Okazuje sie ze jednak mozna.
Idziemy cos zjesc i wychodzimy na poklad obserwowac wyjscie z portu.
Wyspa Roatan pozostawia we mnie mieszane uczucia. Z pewnoscia jest tu pieknie i mozna spedzic wspaniale czas ale ludzie jacys smutni i nierzyczliwi. Wspaniala przyroda moze zrekompensowac ozieblosc miejscowych ale trzeba trafic na dobra pogode. Atrakcji na wyspie jest co niemiara ale my ogrraniczeni czasowo zobaczylismy tylko maly fragment tego. Chetnie bym zu jeszcze przyjechal ale na dluzej. W okolicy Sandy Bay widzialem bungalowy ktore wygladaly jakby na puste. Zdziwilo mnie to bo obok byla naprawde ladna plaza. Drogi na wyspie bardzo przyzwoite a w sklepach typu supermarket tanio dla nas. Miejscowi z tego co widzialem zyja bardzo skromnie a niektore domy pamietaja pewnie czasy piratow. Wyspe moge polecic kazdemu ktory kocha przyrode i sporty wodne. Tu zaczyna sie druga najwieksza (po australijsiej) rafa koralowa gdzie nozna nurkowac i snorkowac. Na wyspe mozna sie dostac samolotem albo promem.

Fotki jutro.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (41)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
mirka66
mirka66 - 2012-04-22 19:56
Slicznie.Tez tam chce.:)
 
geminus
geminus - 2012-12-30 03:27
Nie ma sprawy . Powiedz kiedy i jedziemy.
 
 
geminus
Marek Dylewski
zwiedził 39% świata (78 państw)
Zasoby: 477 wpisów477 255 komentarzy255 3057 zdjęć3057 4 pliki multimedialne4
 
Moje podróżewięcej
30.03.2016 - 24.04.2016
 
 
02.02.2015 - 07.03.2015