Budze sie i okazuje sie ze panowie juz na polowaniu. Robie toalete poranna i jem sniadanie. Troche sie zloszcze ze nie zabrali mnie ze soba ale slysze ze podobno tak moco spalem ze nie mieli szabs mnie dobudzic. Podziwiam Chestera ktory po prawie dobie jazdy za kierownica i wieczorze pelnym wrazen wstal z samego rana i pojechal na polowanie. Kolo poludnia wracaja. Nic nie upolowali bo zwierzyna chyba ostrzezona przez kogos albo lazila przy drodze gdzie polowac nie wolno albo poszla na spacer do Parku Narodowego ktory byl w poblizu. Dobrze wam tak ! Nie wzieliscie mistrza ze soba to macie. Po obiedzie i solidnym golnieciu ide juz z nimi . Jedziemy z Chesterem w miejsce gdzie przed rokiem strzelil karibu. Zsuwamy sie po stromym zboczu na skraj skarpy i czekamy. Siedze w napieciu i obserwuje okolice. Po jakiejs godzince ktora skracalismy sobie smakujac wode rozmowna widzimy karibu. Idzie spokojnie korytem na wpol wyschnietej rzeki. Chester zaczyna go obserwowac przez lunete. Probuje dojzec fiutka. O tej porze roku wolno polowac tylko na samce a strzelenie samicy moze sie skonczyc wysoka kara. Karibu tak sie ustawia ze nie wiadomo czy to chlopiec czy dziewczynka. Jak juz jestesmy pewni ze to chlopiec, karibu oddala sie i nie ma mozliwosci na oddanie strzalu. Wracamy do obozu gdzie dowiadujemy sie ze Jozek strzelil karibu ale za blisko Highwaya i nie mozemy go teraz zabrac. Normalny klusownik. Ale jak tu nie klusowac jak zwierzyna taka cwana ? Prawde mowiac Jozek strzelil karibu pare metrow za granica dozwolonego polowania wiec nie robimy z tego wielkiego halo. Wieczorem mobilizujemy sie i jedziemy po trupa. Przenosimy go pod oslona nocy do drogi i ladujemy do busa. Flaki ktore wczesniej zostaly wypatroszone z karibu laduja w rzece. Niech plyna do morza. Tam jest tak ze jak rangersi znajda pozostalosci zwierzaka strzelonego w miejscu niedozwolonym to biora probke DNA i przekazuja do instytutu weterynarii gdzie kazdy mysliwy musi sie stawic dostarczajac poroze ,wycinek skory i fiutka na dowod ze nie zastrzelil dziewczynki. Wowczas porownuja DNA i juz maja klusownika. Wrzucenie flakow do rzeki pozbawia rangersow mozliwosci sprawdzenia czy bydlatko zostalo strzelone prawidlowo czy nie. Ci ktorzy wpadna moga sie liczyc z tak wysokimi karami ze moga stracic domy i auta na poczet grzywny. Po przywiezieniu wyciagamy cwiartki zwierzecego trupa na szubieniczke . Kazda cwiartka jest owinieta szmata z tetry zeby zadna mucha nie miala szans zlozyc tam jaj. Zadowoleni z pierwszego trofeum integrujemy sie do poznej nocy. Jozek zostaje pierwszym krolem polowania.