Geoblog.pl    geminus    Podróże    Tajlandia i Kambodza 2007    Zwiedzamy Bangkok
Zwiń mapę
2007
22
sty

Zwiedzamy Bangkok

 
Tajlandia
Tajlandia, Bangkok
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 12634 km
 
Rano wstajemy wyspani mimo chalasow jakie cala noc dobiegaly z Khao San. Idziemy na sniadanko a ja jeszcze cwicze obsluge miejscowego bankomatu. Jestem mile zaskoczony ze wyplaca ze zwyklej karty Maestro. Poniewaz Pawel mial pokoj po sasiedzku z pijanymi angolami ktorzy cala noc sie tlukli postanawiamy zmienic hotel. Na sasiedniej uliczce Rambuttri trafiamy na sympatyczny hotel Star Dom ktory pokazuje nam spotkany kolega ze Szwecji Tomek. Tomka poznalem przez internet zbierajac informacje odnosnie wyjazdu. Tomek wlasnie ozenil sie z Tajka i spedzal swoj miesiac miodowy w Bangkoku. Po szybkim zalatwieniu hotelu /600 THB za pokoj ze sniadaniem / ruszamy "na miasto". Pokuje byly juz od 250THB ale w dormach albo bez klimy i wiatraka. Na pierwszy ogien idzie Palac Krolewski. Syn znajomego Pawla ktory pracuje w polskiej agencji turystycznej w Bangkoku proponowal nam ze zalatwi tani pokoj /za 80 -100$ za noc / i transport z tlumaczem do Palacu Krolewskiego ktory mial byc daleko i byl trudny do znalezienia, za jedyne 9000 THB. Okazalo sie ze do Palacu mielismy 15 min spacerkiem z hotelu za darmo / sorry po drodze wypilismy po piwie za 40THB/ i byl widoczny w promieniu kilku kilometrow. Zwykly naciagacz z tego gostka. Zadzialala zasada ze za granica Polak Polakowi Polakiem. My za hotel zaplacilismy 15 $ a pokoj byl naprawde super i mial A/C TV Sat i minibarek. Tu pragne wytlumaczyc ze bez zony bralbym najtanszy pokoj ale ona wymagala jednak odrobiny wygody. Po dojsciu do Palacu robimy kilka fotek jeszcze przed wejsciem do kas. Wtedy podchodzi do nas jakis lokales i wmawia nam ze teraz jest przerwa ale on nas zawiezie do kilku sklepow zebysmy zbyt dlugo nie czekali i pozniej nas przywiezie jak juz bedzie po przerwie. Wyczuwamy naciagacza na odleglosc i wysylamy go do diabla. W kasie placimy za bilety po 200THB / miejscowi po 50/ i wchodzimy po uprzednim wypozyczeniu przez Anie sarongu bo jej spodnie okazaly sie niewystarczajaco dlugie. Wchodzimy do srodka kompleksu palacowo swiatynnego ktory doslownie kapie zlotem. Przechodzimy obok wielkich maszkaronow majacych pierwotnie odstraszac potencjalnych intruzow. Wchodzimy do swiatyni z Emerald Budda gdzie wchodzi sie na boso. Butow nikt nie kradnie mimo ze leza ich na regalach przed wejsciem setki. Jakis mnich oprowadzajacych znajomych chetnie pozuje z nami do fotek i jeszcze sie klania. Juz widze naszych ksiezy robiacych to samo za darmo. Na jednym z dziedzincow mniszka ubrana w biale szaty rozdaje odwiedzajacym cukierki nic w zamian nie biorac. Po naszych polskich doswiadczeniach troche jestesmy zszokowani ze osoba duchowna nie bierze a sama daje. Zwiedzamy zbrojownie i pomieszczenie z lektykami w ktorych noszono krola. Krol tajski prawie caly rok jezdzi po prowincjach odwiedzajac poddanych a tylko czasami bywa w swoim palacu. Tajowie sa szczerze zakochani w swoim krolu. U nas nie do pomyslenia. Za obraze krola mozna na dlugie lata trafic do wiezienia o czym przekonal sie pewien pijany Szwed ktory profanowal plakaty z krolem za co dostal 15 lat wiezienia. Ogladamy zmiane warty i wspaniale freski. Ogladamy tez miniature swiatyni Angkor Wat w Kambodzy do ktorej pretensje wnosza tajowie. Po zwiedzeniu palacu i swiatyn jakie sie tam znajduja idziemy nad rzeke Chao Praja i za 500 THB wynajmujemy typowa tajska dluga lodz na przejazdzke po kanalach. Kiedys Bangkok wygladal jak Wenecja. Caly byl poprzecinany kanalami ktorymi najszybciej mozna bylo sie przemiescic po miescie . Teraz ciagle rozbudowujace sie miasto upomnialo sie o swoje i czesc kanalow zasypano a w ich miejscu poprowadzono ulice. Plynac po kanalach moglismy ogladac prawdziwe zycie mieszkancow Bangkoku. Widzielismy ludzi myjacych sie w wodzie z rzeki ktora wygladala jak sciek. Widzielismy plywajace garkuchnie podplywajace pod biedne domy usytuowane nad rzeka,dzieci kapiace sie w rzece i potezne sumy ktore karmilismy chlebem tostowym. Podroz po kanalach zakonczylismy przy Pier 13 ktory byl bardzo blisko Khao San. Tutaj jest tez przystanek tramwaju wodnego ktorym za 15 THB mozna przejechac przez kawal miasta. Wracajac spacerkiem do hotelu widzimy policjantow kierujacych ruchem w maskach na twarzy. Przy takiej emisji spalim calkiem zrozumiale. Rano zanim wyszlismy na zwiedzanie odwiedzilismy Travel Agency Vega przy ul. Rambuttri gdzie zamowilismy wizy do Kambodzy za 20 $ . Maja byc jutro. Wykupilismy tez przejazd do Siem Reap za 10$ . Troche sie zastanawialismy jak im sie to oplaca bo do Siem Reap bylo kilkaset kilometrow ale co tam,pozyjemy zobaczymy. Wieczorem spotkanie z Tomkiem i jego nowo poslubiona zona. Byla tez mama Tomka ktora okazala sie super kumpela. Przez caly wieczor Tomek i Nok patrzyli sobie w oczki jak na nowozencow wypadalo . Zjedlismy po wspanialej rybie ktora kazdy z nas wybieral przed upieczeniem. Po kolacji spacer i kilka przystankow przy stoliczkach gdzie serwowali przerozne mocne drinki na kieliszki. Bardzo praktyczne gdy ktos ma ochote lyknac i sie nie uwalic. Nok kupuje prazone larwy ktore smakuja jak normalne chipsy. Probuje tez pieczonego skorpiona i szaranczy. Bogatrzy o nowe doznania smakowe dziekuje Bogu ze jestem po spozyciu alkocholu bo chyba inaczej bym to zwrocil. Na kolacje biore moj ulubiony makaron ryzowy z warzywami i szaszlyczki z kurczaka za jedyne 1.5 $. Porcja ogromna wiec slysze upominania zony ze do konca urlopu pewnie bede sie toczyl zamiast chodzic. Ble,ble.ble.
Ustalamy plan na nastepny dzien. Rano mamy jechac na wycieczke za 700 THB na ktorej obejzymy plywajacy targ Daemnon Saduak czy jak mu tam i ogrody orchidei gdzie jest tez zapowiadany pokaz historyczny z walkami na sloniach i zabawy z krokodylami. Idziemy do hotelu modlac sie zeby tej nocy wszyscy spiewacy karaoke dostali chrypki i dali spac. Jeszcze tylko spacer po Khao San i Ania idzie do hotelu a ja biegna na masaz stop za ktory place 100 Bth/ 30min. /. Po masazu wracam niechetnie do hotelu zaczepiany co chwile przez krawcow chcacych mi uszyc garnitur . Przechodze tez kolo hotelu Green House ktory w calosci okupowany jest przez towarzystwo starozakonne ze wzgorz Golan. Sa glosni i butni. Tak odreagowuja kilkuletnia sluzbe w wojsku. Teraz wiekszosc przez rok podrozuje po swiecie zeby wroic do odpowiedniej kondycji psychicznej. Przechodze i nie zatrzymuja sie bo kilku Zydow w jednym miejscu to potebcjalne zagrozenie zamachem bombowym co sie wyczuwa widzac ochroniarzy filujacych na wszystkich i wszystko co sie rusza w poblizu. Na jeden dzien mam dosc rozrywek.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
geminus
Marek Dylewski
zwiedził 39% świata (78 państw)
Zasoby: 477 wpisów477 255 komentarzy255 3057 zdjęć3057 4 pliki multimedialne4
 
Moje podróżewięcej
30.03.2016 - 24.04.2016
 
 
02.02.2015 - 07.03.2015