Geoblog.pl    geminus    Podróże    Hongkong,Filipiny,Macau i Chiny    Mala wojenka polsko-australijska
Zwiń mapę
2013
28
lut

Mala wojenka polsko-australijska

 
Filipiny
Filipiny, El Nido
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 11197 km
 
Wstaje jako pierwszy i wychodze na taras od strony morza. Pierwsi pomocnicy wlascicieli lodzi szykuja swoje miejsca pracy. Znosza sprzety w postaci stolikow i prowiant na posilek dla gosci. Niektorzy kapia sie w brudnej wodzie. Widok na zatoke jest wspanialy. Ok 50 lodzi kolysze sie na wodzie. Pierwsi turysci spaceruja po plazy a koguty pieja jak szalone. Wychodze na taras od strony ulicy i widze ze knajpka Art Cafe jest juz czynna. Widze sporo bialych. Knajpka jest polecana przez Lonely Planet. Budze pozostalych wychodzimy z zona na sniadanie. Tu zaskoczka bo w knajpce maja europejski chlebek ktory sami pieka. Sniadanie jest wystarczajace i smaczne a chleb wspanialy. Wspolwlascicielka jest szwajcarka ozeniona z filipinczykiem. Przysiada sie do nas i chwile rozmawiamy. Mowi ze meza poznala podczas pracy na statkach pasazerskich gdzie razem pracowali. Wiekszosc produktow w knajpce wytwarzaja sami. Maja swoje jajka i dzemy. Pani jest bardzo mila i pomocna. Dowiadujemy sie o okolicy i zwyczajach tu panujacych. Po jakims czasie przychodza Grazyna z Markiem . Czekamy az zjedza sniadanie i idziemy zwiedzic miasteczko. El Nido nie jest duze ale widac ze ciagle sie cos nowego buduje. Ok. poludnia wracamy po bagaze i idziemy do hotelu ktory mamy juz oplacony. W recepcji pan mowi nam ze pokoje nie sa jeszcze gotowe wiec zostawiamy bagaz w recepcji i jedziemy na plaze Laska Banana. Plaza jest bajeczna. Znajdujemy zacienione miejsce i mykamy do wody. Woda cieplutka i krystalicznie czysta. Dziewczyny zaczynaja opalanie a ja z Markiem idziemy zwiedzic pobliska knajpke sklecona z byle czego. Okazuje sie ze maja nawet niezle zaopatrzenie. Popijamy zimnego San Miguela rozkoszujac sie ciepelkiem. Po 2 godzinach zostawiam moich i jade do hotelu. Tu okazuje sie ze pokoje nadal nie sa gotowe. Zwracam panu z recepcji uwage ze jest juz 3 po poludniu a ja mam pokoj oplacony od poludnia. Ten mowi mi ze w pokoju sa graty pary z Australii ktora wiedzac ze musza zwolnic pokoj pojechala sobie na Island Hoping. Lekuchno podkurwiony wychodze na ulice i 20 metrow dalej spotykam goscia ktory pracuje w restauracji mejego hotelu. Okazuje sie ze ma maly barek przy ulicy gdzie miejscowi wpadaja na lufe. Siadam i prosze o drinka dla spokojnosci. Po godzinie widze ze ludzie z wycieczek wracaja juz do hoteli wiec i ja ide zobaczyc jak sie ma sytuacja z naszymi pokojami. Pan z recepcji z olompijskim spokojem mowi mi ze pokoje nadal nie gotowe bo australijczycy wrocili i uznali ze teraz musza odpoczac. Tego bylo mi za duzo. Ide do pokoju i pukam. Drzwi otwiera mi zaspany facecik. Pytam go grzecznie kiedy opuszcza moj pokoj bo jest juz po 17-tej a oni mieli sie wyniesc o 12-tej. Wtedy w drzwiach staje prawdziwy nosorozec. Pani byla dwa razy taka jak ja. Nastroszyla sie i zaczela fakac. Mowie jej grzecznie ze w innych krajach poprostu zebraliby jej manele i wyniesli do recepcji a ja nie zamierzam czekac do usranej smierci az ona zechce ruszyc swoj tylek. Wowczas pani po monologu w ktorym przewazalo " fuck" pierdyknela mi drzwiami przed nosem. Ide od pana z recepcji i pytam co on zamierza zrobic a ten rozklada rece i robi glupia mine. Proponuje wezwac policje ale pan mowi ze nie bo to bedzie zla reklama dla hotelu. Proponuje wiec zeby mi oddal kase za caly okres rezerwacji z zegnaj Pamelo. Nie omieszkalem tez powiadomic go ze powiadomie Agode przez ktora rezerwowalem ten hotel. Pan sie wyraznie wystraszyl i zaczal sie tlumaczyc ze nie ma wlasciciela a on nic nie moze zrobic. Wtedy podszedlem pod drzwi i sam oznajmilem poteznej kangurzycy ze ide na policje. Wyszedlem z hotelu i w barku u znajomego barmana przysiadlem zeby cos lyknac dla uspokojenia nerwow. Po kilku minutach zobaczylem australijczykow czlapiacych ulica. Pani miala mine jakby miala za chwile wszystkich wyslac do bozi. Wracam do hotelu a tu nagle pojawil sie wlasciciel. Mowie mu ze chce zwrotu 1/3 stawki dziennej za nasz pokoj ale pan nagle zapomnial angielskiego. Niestety na takie numery trzeba byc tam przygotowanym. Postanawiam ze po powrocie wysle maila do Agody i opisze sytuacje w tym hotelu.
Moi wracaja i okazuje síe ze pokoje sa brudne. Prosze o wymiane poscieli bo o zebranie pajeczyn nie ma co prosic gdyz wyglada ze wisza tu juz od dawna. Grazyna znajduje pod lozkiem zwloki robala wiekosci dloni a ja odkrywam kolonie mrowek w lazience.
Zniesmaczeni z lekka wychodzimy z hotelu i postanawiamy bojkotowac ich restauracje.
Przy jednej z uliczek znajdujemy knajpke w ktorej miejscowy artysta pieknie spiewa znane szlagiery akompaniujac sobie na gitarze. Zjadamy pozny obiadek i spacerujemy po miasteczko do pozna.
Ja wczesniej odstresowujac sie w znajomym barku zalatwiam na nastepny dzien lodke za 700 PHP ( osoba) na trase "D" za ktora w moim hotelu chcieli po 900 PHP. Mowili ze nas jest tylko 4 osoby i tyle musi kosztowac. Okazalo sie ze nie musi.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (8)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (4)
DODAJ KOMENTARZ
bogmar
bogmar - 2013-03-31 14:03
Maruś w Australii nie byłeś ale bliskie spotkanie z ,, kangurzycą" zaliczyłeś. Ha, ha, ha!
 
marianka
marianka - 2013-03-31 17:12
Bardzo przykra historia, współczuję. Za to szkoda, że na oslodzenie nie ma zdjęć z cudownej plaży;)
 
geminus
geminus - 2013-04-01 18:09
Fotki beda lada dzien. Chcialem to zrobic w swieta ale zwalila sie rodzinka i z pisania nici.
 
BoRa
BoRa - 2013-04-10 21:23
Wpierw przeczytałam historię niezbyt przyjemną a potem patrzę - zdjęcia -cudne miejsce!
 
 
geminus
Marek Dylewski
zwiedził 39% świata (78 państw)
Zasoby: 477 wpisów477 255 komentarzy255 3057 zdjęć3057 4 pliki multimedialne4
 
Moje podróżewięcej
30.03.2016 - 24.04.2016
 
 
02.02.2015 - 07.03.2015