Geoblog.pl    geminus    Podróże    Statkiem wycieczkowym z Kapsztadu do Genui    Atlantyk,Dakar i Rezerwat Bandia
Zwiń mapę
2014
25
mar

Atlantyk,Dakar i Rezerwat Bandia

 
Senegal
Senegal, Dakar
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 18698 km
 
20 - 24 Marca jestesmy na oceanie.
Atlantyk jest dla nas laskawy. Statek jedzie jak autobus na dobrych resorach. Czas spedzamy na gornym pokladzie byczac sie i kapiac w basenie. Od czasu do czasu wyrywamy sie z Markiem do kabiny na szklaneczke plynu wzmacniajacego. Zeby zmylic poscig naszych zon kabiny zmieniamy za kazdym razem.
Wieczory spedzamy w dyskotece ktora prowadzi Justyna z Wroclawia. Justyna to super dziewczyna z wielkim powerem. Niestety poniewaz na statku publicznosc jest przewaznie zbowidowska tlumow nie ma. Poaz nami bawi sie jeszcze grupka super fajnych Wlochow ze Szwajcarii. Ludzie ci maja po ok. 65 lat a wywijaja jakby mieli po 20. Jeszcze nigdy nie widzialem ludzi w tym wieku tak wspaniale tanczacych. Jeden z Wlochow tak odstawial rock and rolla ze niejeden malolat by wpadl w kompleksy.
Od czasu do czasu chodzimy do irlandzkiego pubu na dolnym pokladzie gdzie jest muzyka na zywo. Graja na zmiane Angol i jakis Wloch. Wazne ze mozna tam palic. W knajpie pt. Manhatan sa tance ale w stylu retro.
Czasami chodzimy do teatru gdzie ciagle wystawiaja cos nowego z tymi samymi artystami. Jest tu para polskich akrobatow z Warszawy ktorzy robia furore swoimi pokazami. Oni wystepowali w polskiej wersji Mam Talent ale do finalu nie doszli. Naprawde byli wspaniali a ich pokazy byly mrozace krew w zylakach. To jak oni utrzymywali rownowage przy pochylach statku zostanie ich tajemnica. Wystepowala tez kobieta guma z Polski czyli pani Klaudia z Lodzi ktora prawdopodobnie nie miala zadnych kosci. Wyginala sie tak ze wyobrazam sobie jak podrajcowani byli panowie to ogladajacy.Faktycznie pobudzala meska fantazje.
3 dnia na morzu byl chrzest rownikowy w ktorym jako jedyny z naszej grupy wzialem udzial. Wysmarowali mnie jak nieboskie stworzenie i wylali na glowe tyle sosu do spagetti ze smierdzialem pozniej 2 dni. Na final trzeba bylo ucalowac osmiornice lekko juz zalatujaca po czym wszyscy neofici skakali do basenu zeby chociaz troche zmyc z siebie ten syf jakim nas wysmarowali a bylo to ;maka,kakao,sos do spagetti,papryka,bita smietana i jeszcze cos ale juz nie widzialem bo oczy mialem zaklejone tym swinstwem.
Moje kozaki smialy sie ze mnie ale przekraczanie rownika musialo byc uczczone. Rownik przekraczalem juz chyba dwa albo trzy razy ale pierwszy raz poddalem sie ceremonialowi bo poprzednimi razami czegos takiego nie bylo.
Po szesciu dniach na oceanie docieramy do Dakaru. Tu tez nie ma terminala i stajemy przy nabrzezu gdzie wyladowuja ladunki Ro-ro. Wszedzie staly jakies ciezarowki japonskie i jakies pojazdy budowlane. Miasto wygladalao od strony portu niezbyt zachecajaco. Tu wykupilismy wycieczke do Rezerwatu Bandia polozonego kilkadziesiat km. od Dakaru.
Jedziemy klimatyzowanym autobusem chociaz temperatura w Dakarze nie powalala. Bylo raptem 23°C. Po drodze mijamy ladne osiedla i zauwazamy ze jak na kraj afrykanski jest czysto. Bardzo przyzwoite drogi . Jedziemy autostrada niegorsza jak nasze polskie i po drodze mijamy nowo budowany lotnisko. Praca wre na calego i doznaje szoku bo tu czarni naprawde pracuja. W mojej firmie jest kilkunastu afrykanow ale przewaznie albo stoja albo chowaja sie w kiblach a tu prosze bardo.
Wszedzie rosna baobaby. Niektore sa naprawde ogromne. Baobab jest nawet w herbie Senegalu.
Po godzinie jazdy docieramy do rezerwatu. Tu szok termiczny bo nagle sie zrobilo 48°C Lokuja nas w otwartych autach wiekosci starych dobrych osinobusow. Dziadki tak mykali do gory ze prawie tratowali kobiety. Ja chcialem przepuscic panie i okazalo sie ze zabraklo dla mnie miejsca.
Wsadzili mnie do szoferki i jazda. Ci na gorze przynajmniej mieli wiaterek a ja w szoferce saune. Po drodze mijamy wiele gatunkow zwierzat chodzacych na wolnosci. Bylo kilka gatunkow antylop,strusie,hieny,zyrafy,krokodyle i nosorozce. Mielismy troche pecha bo slonie i lwy maja tam wpuscic dopiero latem tego roku. W pewnym momencie nasz przewodnik zauwazyl nosorozca wiec wysiadamy zeby zrobic dobre fotki. Skubany byl wielki jak autobus. Kiedys ogladalem nosorozce w ZOO ale tamte byly jakies takie male a tu bydle ze az wlosy sie jezyly. Podchodzimy do niego na jakies 20 metrow i jazda robic foty i filmowac. Nagle zza drzew wyszedl drugi i stanal chyba metr za jakims Niemcem ktory go nie widzial bo byl zajety filmowaniem. Przewodnik zaczal sie na nas drzec zebysmy wsiadali do auta i wola Niemca ale ten go nie slyszy. Po chwili robi przerwe w filmowaniu i sie odwraca. Zalowalem ze nie mialem w reku kamery bo mialbym hiciora na YouTube. Niemiec wrzasnal i rzucil kameré po czym chodu do auta a nosorozec zatupal nogami i chodu w druga strone. Widocznie sie wystraszyl tego gostka. Towarzystwo omal sie nie posikalo ze smiechu ale Niemiec mial mine niewyrazna. Nosorozce sie oddalily wiec niemiaszek zabral swoja kamere i pojechalismy dalej. Po rezerwacie jezdzilismy okolo dwie godziny. Troche malo ale naprawde zobaczylismy mase zwierzat.
W drodze powrotnej ogladalem przez okno zycie mieszkancow mijanych wiosek i wszechobecne baobaby.
Autobus wysadzil nas przed brama portu. Na nabrzezu gdzie stal nasz statek rozlozyli sie handlarze pamiatek. Musze przyznac ze mieli piekne rzeczy ale zaden nie mial wydac kasy. Zdecydowalem ze musze sie udac po wode ognista bo po szesciu dniach na oceanie nasze zapasy sie wyczerpaly. Marek nie mial ochoty isc wiec ruszam sam mimo protestow mojej zonki.
Zaraz przy bramie portowej dorwal mnie mocno opalony ale elegancki "przewodnik" pytajac dokad sie wybieram.
Powiedzialem ze do sklepu a on na to ze mnie zaprowadzi. Mowie mu ze nie potrzeba a on ze i tak idzie w ta strone. Mowie mu ze nie ma co liczyc na kase ode mnie bo ichniej kasy nie mam a to co mam jest wyliczone na zakupy. Facet mimo to idzie za mna wskazujac kierunek. Po ok. 2 km. docieram do sklepu ale panie mowia mi ze za dolki tu nie kupie i musze wymienic. Robie myk i wychodze drugim wyjsciem gubiac mojego "przewodnika" ktory akurat byl zajety rozmowa z ochroniarzem sklepowym. Po drugiej stronie ulicy widze kantor wymiany walut. Wchodze i mowie ze chce wymienic kase a pan na to ze Ok i gada sobie z jakims kolezka. Czekam cierpliwie kilka minut a on nic. Pytam sie wiec malo grzecznie czy on sobie w kulki leci czy pracuje ? Pan obrazony wymienia mi pieniadze majac pretensje ze wymnieniam tak malo. Dowcipnis. To co wymienilem oni zarabiaja w miesiac.
Wracam do sklepu i robie zakupy. Ceny nie powalaja i sa zblizone do naszych w Europie. Nic dziwnego ze poza bialymi nie bylo tam nikogo z miejscowych. Wychodze obladowany i postanawiam wrocic taksowka. Podjezdza mlody chlopak i pytam za ile mnie zawiezie do portu. Ten na to ze za 2tys.ichnich frankow co wynosi ok. 2 dolkow. Jade.
Gdy dojechalismy do taksowki doskakuje dwoch kolezkow wielkosci tego nosorozca z rezerwatu i dalej pytac kierowce za ile mnie wiozl po czym z morda na mnie ze dalem mu za malo. Nie wytrzymalem i wypchnalem te dwa lyse lby z okna taksowki pytajac czy oni sa menagerami tego taksiarza. Ci nadal dra mordy wiec ja na nich ze dalem tyle ile chcial kierowca i im sie tlumaczyc nie bede po czym zawolalem uzbrojonych policjantow stojacych przed brama portu. Te dwa goryle zauwazyly ze podchodza policjanci i w nogi.
Poprosilem policjantow zeby lepiej zwracali uwage na tych lysoli bo chcieli mi wcisnac narkotyki. Panowie sie zreflektowali i dalej za nimi a ja spokojnie wszedlem do portu. Miedzy naczepami stojacymi w kolejce do zaladunku przelalem plyn ognisty do butelek po wodzie mineralnej bo oryginalnie zapakowany alkohol zabierali przy wejsciu chroniac utarg statkowych knajp. Oddawali je dopiero wieczorem dnia poprzedzajacego koniec rejsu. Ja to wiedzialem z poprzednich rejsow i bylem na to przygotowany. Polak potrafi.
Za reszte kasy kupilem slodziutkiego hipopotamka z drewna ktorego pozniej dalem mojej zonie. Az mnie korcilo zeby wziac z sejfu jeszcze troche kasy i dokupic pamiatek ale zonka sprowadzila mnie na ziemie strzelajac focha. Szkoda bo zawsze mialem problem z pamiatkami ze wzgledu na ograniczenia bagazowe w samolotach a tym razem mielismy wracac autobusem i mnozna bylo zabrac ich tone.Wybralem jednak spokoj w rodzinie a pozniej zalowalem.
Statek odplywal poznym wieczorem. Przy nabrzezach obok zauwazylem dwa polskie statki z PZM co w ostatnich latach jest niezbyt czesto widziane. Jeden z nich akurat wyplywal. Pomachalismy marynarzom stojacym przy burcie i jako nastepni wyplynelismy my.
Wieczor w dyskotece.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (60)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
bogmar
bogmar - 2014-05-23 18:18
Maruś w tych dredach Ci do twarzy. Jak zgubisz resztę swoich włosów, to wiesz co masz sobie kupić.
Pozdrawiamy.
 
geminus
geminus - 2014-06-04 21:56
Juz tego wiecej nie zrobie bo smierdzialem od tej osmiorniczki dwa dni mimo ze sie kapalem co godzine.
 
 
geminus
Marek Dylewski
zwiedził 39% świata (78 państw)
Zasoby: 477 wpisów477 255 komentarzy255 3057 zdjęć3057 4 pliki multimedialne4
 
Moje podróżewięcej
30.03.2016 - 24.04.2016
 
 
02.02.2015 - 07.03.2015