Wieczorem dnia poprzedniego spakowalismy nasze bagaze poniewaz musielismy je wystawic przed kabine na korytarzu zeby stewardzi mogli je zabrac na poklad wyladunkowy. My zostawilismy sobie tylko pizamy i ubranie na droge. Rano statek stal juz w porcie zanim wstalismy. Ludzie z ktorymi spedzilismy ostatni miesiac nagle stali sie ibcy i malo przyjazni. Kazdy byl jakby podenerwowany. Skonczyly sie konwenanse i usmiechy przy pojemnikach z jedzeniem lub kawa. Zaczelo panowac prawo silniejszego w czym brylowali Austryjacy. Dla naszej grupy zejscie zaplanowano na dodzine 9. My ustawilismy sie karnie na pokladzie na ktorym miala sie zebrac nasza grupa a tu nikogo nie ma. Okazalo sie ze kasztanskie cwaniaczki zeszli wczesniej zajac lepsze miejsca w autobusie. Po odnalezieniu aútobusu okazalo sie ze nasi milusinscy austryjacy zajeli wszystkie siedzenia siadajac pojedynczo na dwoch siedzeniach. Gdy zaprotestowalem i poprosilem zeby usiedli razem zaczely sie wyzwiska typu " zasrani Polacy" itp.Pokazano nam miejsce na koncu autobusu gdzie byl stolik do gry w karty a siedzenia byly bokiem do jazdy. Zaproponowalem bezczelnemu kasztanowi zeby sam tam usiadl a jak pokazal mi fucka to bez slowa usiadlem przy jego zonie ktora sama zajmowala dwa siedzenia. zaczela sie kakofonia i festiwal wyzwisk. Gdy poprosilem kierowce o interwencje ten udal glupiego. Postanowilem ze nie ustapie i siedzialem obok starego kasztanskiego kaszalota ktory staral sie jak mogl zepchnac mnie z siedzenia. Po godzinie starucha wymiekla i poszla siedziec do swojego chlopa. Po godzinie jazdy wieksosc z tych dziadkow byla juz tak nawalona jak kiedys przodownicy pracy na wycieszce do Poimiechowka. Przykro bylo patrzec bo im wiecej wypili tym bardziej zaczeli sie nawzajem brac za lby. Jezeli ktokolwiek mi jeszcze powie o austryjackiej kultorze to obsmieje go jak norka. I zeby mi ktos nie zarzucil ze upraszczam to byli to doktorzy,prawnicy,rzemieslnicy i nauczyciele.