Geoblog.pl    geminus    Podróże    Tajlandia ,Kambodza Wietnam. Powtorka z rozrywki 2008    Z deszczu pod rynne
Zwiń mapę
2008
18
lut

Z deszczu pod rynne

 
Wietnam
Wietnam, Hanoi
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10203 km
 
Po ok. 2 godzinach jestesmy w Hanoi. Odprawa przebiegla wyjatkowo sprawnie i po ok. 20 min. jestesmy gotowi. Wychodzimy ze strefy wolnoclowej i tu zaskoczka. Nikt na nas nie czeka i jest cholernie zimno. Ze slodkich 30° w Bangkoku wpadamy na marne 10° w Hanoi. Przepraszamy sie szybciutko z naszymi kurtkami zimowymi i rozgladamy sie gdzie jest ten nasz transport. Po ok.30 min. zaczyna mnie trafiac szlag. Zeby bylo smieszniej wydruk z nazwa hotelu i adresem zostawilismy Pawlowi. Lapie za telefon i dzwonie do niego ale tam cisza. No nic. Misimy improwizowac. Idziemy z Magda do panienki z informacji i zagajamy ze nas wystawili jak gowniarzy. Ta pyta co to za hotel. Robimy glupie miny ale przypomnialem sobie jak sie nazywal. Panienka szuka w internecie i znajduje 3 o takiej nazwie. Nie wyrabiam i laduje sie do niej za lade. Mowie zeby pokazywala a ja poznam bo pamietam fotke. Na szczescie udalo mi sie rozpoznac ktory to hotel a panienka wykonala fono opierniczajac tego kogos po drugiej dtronie . Po kilku minutach krzykow mieszanych i mialczeniem pani mowi ze zaraz ktos przyjedzie. Po kolejnych 15 min. przychodzi pan niosac kartke z moim nazwiskiem. Po nerwowym poczatku ruszamy do miasta. Miasto sprawialo wrazenie jednego wielkiego slumsu. Bylo sporo budynkow kolonialnych potwornie zaniedbanych. Wiekszosc domow byla na szerokosc pokoju ale za to mialy po 5 pieter. Zajezdzamy do Old Quarter a tam jeszcze wiekszy syf. Pocieszajac sie ze moze bedzie lepiej wchodzomy do "naszego" hotelu. Pani wita nas wylewnie i z usmiechem mowi ze nie ma dla nas pokoi. Szczena mi opadla. Przeprasza ale mowi ze kolezanka zapomniala to wpisac i pokoje sa zajete. Przez chwile mialem ochote przegrysc jej gardlo ale z trudem opanowalem sie i powiedzialem ze nie ma sprawy, pojdziemy do Hiltona a rachunek polecimy wyslac do niej. Pani troche speniala jak zaproponowalem wezwac policje turystyczna zeby nam poswiadczyla jej niesolidnosc. Raptem pani przypomniala sobie ze jej kolezanka ma hotel tuz obok i tam napewno beda miejsca. Po kilku min. przychodzi jakas wygladajaca na klon naszej hotelarki i prowadzi nas ze soba. Jej hotel okazal sie byc strasznym syfem. Zaprowadzila nas na 5 pietro / bez windy/ i pokazala pokoje. Zerknalem na nia uwaznie czy ona naprawde uwaza nas za idiotow ale okazalo sie ze ona nadaje na powaznie. Corka i zona poddaly sie i postanowily zostac a ja kontra. Pani widzac ze ze mna nie przelewki nagle przypomniala sobie ze ma pokoj na 1 pietrze. Tez syf ale juz mniejszy. pokoj byl 4 osobowy ale ona laskawie daje go nam jako dwojke. Majac na wzgledzie Pawla zgodzilem sie ale zaraz poszedlem szukac innego hotelu. Po jakims czasie znalazlem przyzwoity hotel za mniejsza kase ale juz bylo po ptokach. Na wszelki wypadej zarezerwowalem tam pokoj dla Pawla na ta noc i dla nas na 2 nastepne. Teraz mialem bol glowy bo Pawel sie nie odzywal a namiary mial na hotel gdzie nas olali. Sytuacja byla taka ze on mial pokoj w jednym hotelu ja w drugim a rezerwacje mielismy w trzecim. Nagle dzwoni Pawel i mowi ze leci o 21.00 z Bangkoku. Rozmowa trawala 10 sekund i finito. Lece do internetu i szukam jakim to lotem on przyleci. Szukam od lewej do prawej i za cholere nie moge znalesc takiego lotu. Na miotle przyleca czy co ? Udajac glupiego ide do hotelu gdzie zrobilem mu rezerwacje i zamawiam nu transfer z lotniska. Poniewaz nie bylem pewien o ktorej oni przyleca i czy ich przywioza co pol godziny robilem runde miedzy tymi trzema hotelami. OK. polnocy ide ostatni raz. Kolejny szok. W dzien nie mozna bylo przejsc przez ulice a teraz puchy jakby wszystkich wystrzelali. Tylko szczury biegaly radosnie nie robiac sobie nic z tego ze ide. Na wszelko wypadek wzialem kawalek deski jaka znalazlem i smigalem srodkiem drogi. Jakby ktos chcial mnie trzasnac w rylo to nikt by nawet nie zareagowal takie puchy. W momencie kiedy dochodze do hotelu Pawla podjezdza taksowka i wychodza moi znajomi. Ulga ! Dla spokojnosci wypijam lufke i chodu do mojego hotelu. Przychodze a tu zamkniete. Po dluzszej chwili udaje mi sie dobudzic kolesi "pilnujacych" hotelu i wale sie do wyra.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
geminus
Marek Dylewski
zwiedził 39% świata (78 państw)
Zasoby: 477 wpisów477 255 komentarzy255 3057 zdjęć3057 4 pliki multimedialne4
 
Moje podróżewięcej
30.03.2016 - 24.04.2016
 
 
02.02.2015 - 07.03.2015